Jelcz-Laskowice. Wyszywane ferie

February 19th, 2005

Jelcz-Laskowice
Potrafię już robić na drutach. Do końca ferii przygotuję wełniany szalik – cieszy się Kasia Bartosik z Jelcza-Laskowic. Agnieszka Ruman i Monika Szczerba nauczyły się haftować. Pracują właśnie nad haftowanymi kartkami wielkanocnymi.
Bezpłatne warsztaty dla dzieci to pomysł działaczek Demokratycznej Unii Kobiet z Jelcza-Laskowic. – Przez całe ferie będziemy uczyć najmłodszych haftu, szydełkowania i robienia na drutach – zapowiada Mirosława Domagała, szefowa jelczańsko-laskowickiej DUK. – Codziennie odwiedza nas kilka osób. Haft stał się trochę zapomnianą sztuką, dlatego postanowiliśmy to zmienić. Okazuje się, że w dzisiejszych czasach gry komputerowe i Internet nie muszą być jedynym hobby młodych ludzi – opowiada.
Warsztaty odbywają się w dni powszednie w siedzibie DUK przy ulicy Hirszfelda 47. Początek o godz. 10.00.

Autor artykułu: (MIG)

Tajne / jawne

February 19th, 2005

Nie wszyscy prezesi spółdzielni mieszkaniowych chcą mówić o swoich zarobkach

- Raczej nie liczcie – radzi sekretarka w biurze zarządu Energetyka, jednej z większych spółdzielni mieszkaniowych we Wrocławiu, kiedy wyjawiamy zamiar ustalenia, ile zarabiają prezesi. W Cichym Kąciku też jesteśmy przegrani – prezes ma do nas uraz. W SM Gądów wiceprezes teoretycznie nie ma nic do ukrycia, ale i nic nie powie, bo nie ma zgody swojego szefa. Lawirują, byle tylko nie podać wprost. Na szczęście – nie wszyscy.
- Co miesiąc dostaję trzy średnie krajowe brutto z poprzedniego roku. Do tego dochodzi czterdziestoprocentowa premia uznaniowa w nagrodę, jeśli o jej przyznaniu zadecyduje rada nadzorcza – chętnie informuje prezes Henryk Jukowski, kierujący Spółdzielnią Mieszkaniową Południe urzędującą przy ul. Trwałej. – Uważam, że te płace nie są adekwatne do pracy, jaką trzeba włożyć, zarządzając tak wielkim zasobem. Mamy 11 tysięcy mieszkań. Tu mieszka 40 tysięcy ludzi. To poważne zadanie.
Średnia krajowa to – według danych GUS za 2004 rok – 2289,57 zł.
Podobnymi wyznacznikami, czyli wielokrotnością wysokości zarobku statystycznego Kowalskiego, rządzi się pensja prezesa Dolnośląskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, zarządzającej 570 mieszkaniami. Zarobki prezes podaje bez oporów, “nie wstydząc się”, ale w obliczu tak dokładnego spenetrowania jego kieszeni jest przeciwny podawaniu nazwiska, bo zawsze płace budzą niepotrzebne emocje.
Największe emocje jednak towarzyszyły naszej rozmowie w sprawie zarobków prezesa zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Cichy Kącik, Ryszarda Dymary.
- Nie ujawnię, żadnych informacji gazecie nie udzielę, bo napiszecie to, co zechcecie, a nie to, co wam powiem – irytuje się prezes, zrażony do mediów. Wprawdzie nie wyrzuca nas ze swojego gabinetu, ale prośby o życzliwą rozmowę nie przyjmuje.
Bez trudu uzyskujemy również odpowiedź, (choć w zaokrągleniu) na pytanie o zarobki w Spółdzielni Wrocławski Dom. Wiceprezes Kazimierz Kozak podaje, że zarząd zarabia od 2 do 4 tysięcy złotych. Tę ostatnią wartość – 4 tysiące – otrzymuje co miesiąc na konto prezes. Do tego dochodzą trzydziestoprocentowe premie raz na pół roku.
W Arce, spółdzielni istniejącej od 1992 roku, z siedzibą przy ul. Kościuszki, szefowie zarabiają niewiele w porównaniu ze swoimi kolegami po fachu z innych, starszych spółdzielni. Prezes bierze 2 500 złotych brutto, a – o dziwo – jego zastępca więcej – 2850 złotych. Te chyba najjawniejsze zarobki w całym mieście – ich wysokość figuruje nawet na stronie internetowej Arki.
Zysków ze swojej pracy nie mają natomiast władze Spółdzielni Mieszkaniowej Akademia Nowa. Nie zarabiają nic, choć decydują o losach 15 tysięcy ludzi.
- Może to dziwne, ale jedyny etat w tej spółdzielni to mój – mówi sekretarka.
Mieszkaniec zna wysokość czynszu i ma płacić. Jeśli jest bardzo dociekliwy i chce się dowiedzieć, na co – dopnie swego i uzyska takie informacje. Może nawet liczyć na szczegółowe kalkulacje. – Prezes spółdzielni mieszkaniowej również jest funkcjonariuszem publicznym, a więc jego zarobki powinny być jawne. Mieszkańcy składają się na jego wynagrodzenie, powierzają mu reprezentowanie ich interesów, obdarzają zaufaniem i – poprzez przemawiających w ich imieniu przedstawicieli z prawem głosu w wyborach – wybierają. Nie może być więc tak, że dochody osoby pełniącej taką funkcję publiczną owiane są tajemnicą i ściśle strzeżone – mówi profesor Andrzej Zoll, rzecznik praw obywatelskich.
O tym, że zarobki prezesów powinny być jawne, stanowi wyrok Sądu Najwyższego z 12 września 2001 roku oraz wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2002 roku. Tajemnicą nie może być także działalność spółdzielni.

Autor artykułu: Barbara Chabior

Jesteśmy źli

February 19th, 2005

Rozmowa z Maciejem Zielińskim, kapitanem koszykarzy Deichmanna Śląska

* Jak się Pan czuje grając w drużynie, która przegrywa pięć spotkań z rzędu w ekstraklasie? Dla Macieja Zielińskiego musi to chyba być szok.
- Szok? Raczej nie. Ja pamiętam taki sezon. To było po moim powrocie ze Stanów. Wtedy Śląsk też miał bardzo młodą drużynę. Było sporo porażek i wystartowaliśmy do play-offów z niskiej lokaty. Mimo to zdołaliśmy zdobyć mistrzostwo.
* Czasy się jednak zmieniły. Teraz to już raczej niemożliwe.
- To prawda, gdybyśmy trafili w I rundzie na Prokom lub Anwil, byłoby bardzo ciężko pokonać te drużyny.
* Zresztą nie ma co rozmawiać o mistrzostwie. Śląsk musi awansować do play-offów, a w razie porażki w niedzielę (godz. 12.45) z Czarnymi Słupsk może być to zadanie nie do wykonania.
- Każdy z nas zna dobrze tabelę rozgrywek, więc doskonale zdajemy sobie sprawę z wagi tego spotkania. Już nawet nie chodzi o tę fatalną passę. Musimy wygrać, gdyż zespół ze Słupska może nas wyrzucić do strefy zespołów walczących o utrzymanie.
* Załóżmy, że wygracie. Myślicie o miejscu wyższym niż siódme przed play-off.
- W głowach chłopaków być może pojawiają się takie plany, ale zawsze skupiamy się przede wszystkim na najbliższym rywalu. Trzeba jednak pamiętać, że mamy bardzo niekorzystny układ gier i o zwycięstwa będzie trudno.
* Ale będziecie silniejsi o Słoweńca Primoza Kobale. Czy jest tak dobrym strzelcem, że bez wahania poda mu Pan piłkę, gdy będzie na czystej pozycji?
- Primoz jest z nami dopiero kilka dni, więc dopiero poznajemy jego możliwości. Ale już prezentuje się na tyle dobrze, że powinien nam istotnie pomóc.
* Czy Tomasz Jankowski coś zmienił w treningach po odejściu Tomo Mahoricia?
- Zagrywki są podobne, ale jest w nich kilka korekt. Na zajęciach jest znacznie więcej ćwiczeń z piłkami. Siłownię odstawiliśmy. Dzięki temu poprawiliśmy szybkość i trener chce byśmy znacznie więcej grali z kontrataku.
* Jak te ostatnie porażki wpłynęły na atmosferę w zespole. Na treningach nie widać u was przygnębienia.
- Może trudno je zauważyć, ale atmosfera naprawdę nie jest najlepsza. Jedyny plus tej całej sytuacji to sportowa złość. W niedzielę ją pokażemy. Jeszcze nie wiem jaką taktykę opracuje nasz trener, ale na pewno będziemy gryźć parkiet. Bo agresywność w grze to podstawa. Bez tego trudno kogokolwiek pokonać.

Kobale zdał testy
28-letni Primoz Kobale spodobał się trenerom Śląska i po trzydniowych testach Słoweniec podpisał z wrocławskim klubem kontrakt do końca sezonu. Zadebiutuje już w niedzielę meczem z Czarnymi Słupsk. Spotkanie rozpocznie się o godz. 12.45, a transmisję z niego przeprowadzi wrocławska TVP3.

Autor artykułu: Michał Karpiński

Po siódme: nie kseruj

February 18th, 2005

Wspólna akcja wydawców książek, autorów i uczelni

Drogi Czytelniku! Jesteś na pewno zdziwiony, a może nawet oburzony, widząc tu napis „Nie kseruj!”. Zastanawiasz się, dlaczego wzywamy Cię do rezygnacji z powielania. Przecież nic złego nie robisz…

Otóż chcemy Ci w ten sposób uświadomić, że kserowanie, skanowanie i wszelki inny sposób kopiowania książek przynosi straty nam wszystkim… – to fragment listu, pod którym podpisali się wydawcy i autorzy publikacji naukowych oraz piętnaście wyższych uczelni, w tym wydział prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. – Akcja „Po siódme – nie kseruj!” ma walczyć z piractwem – tłumaczy Aniela Topulos, szefowa Wydawnictw Naukowo-Technicznych (list można znaleźć w ich publikacjach). – Kserowanie zabija książkę, kserujesz – kradniesz. Ludzie wiedzą o piractwie filmów czy muzyki, ale nie zdają sobie sprawy z tego, że kopiowanie książek też jest przestępstwem.

To nas zabija
Rocznie kserowanych jest w Polsce ok. 5 miliardów stron, z czego 70 proc. stanowią publikacje naukowe. Szacuje się, że na jeden egzemplarz podręcznika akademickiego sprzedanego przypada około 10 powielonych.
– Piractwo nas dobija, z tego powodu mniej więcej trzykrotnie spada nam sprzedaż. A im gorzej rozchodzi się książka, tym większą ma cenę. I koło się zamyka – mówi Aniela Topulos.
Co na to studenci? Na forum internetowym rozgorzała dyskusja. „Sprawa jest prosta. Jeśli chcecie, abyśmy przestali kserować książki, to przestańcie je tak drogo wydawać – pisze pod listem wydawców Moniqua. – Ostatnio książka, z której musiałam skorzystać, kosztowała 70 zł, bo była wydana na ekskluzywnym papierze. Na ksero zaoszczędziłam 50 zł! Poza tym z większości waszych książek korzystają studenci – dodaje. – To wy powinniście się do nas dostosować!”.
Z kolei Zibi uważa, że kserowanie jest złodziejstwem. „Czy jeśli nie stać nas na samochód, to usprawiedliwiona jest jego kradzież?” – pyta.
Zdaniem Olka problem jest łatwy do rozwiązania. „Jeśli w bibliotekach uniwersyteckich będzie odpowiednia liczba podręczników dla studentów, skończy się masowe kserowanie. Poza tym ceny książek mogą być niższe. Może więc mniej pazerności, a więcej wyrozumiałości dla ludzi (czytaj: studentów), którzy są traktowani jak dojne krowy” – dodaje.
Aniela Topulos: – Często jednak student woli wydać pieniądze na piwo, niż zapłacić za książkę.

Walka z wiatrakami
Czy akcja odniesie skutek? – Nie mamy złudzeń, wiemy, że to walka z wiatrakami – przyznaje szefowa Wydawnictw Naukowo-Technicznych. – Chcemy jednak zwrócić na problem uwagę policji i prokuratury. I zmienić mentalność.
Co pomogłoby rozwiązać sytuację? – Nowelizacja prawa autorskiego, gdzie byłoby jasno powiedziane, co jest kradzieżą, a co tylko kopiowaniem na własny użytek – odpowiadają wydawcy. – Chcielibyśmy także, żeby punkty ksero miały obowiązek rejestrowania pozycji naukowych, które powielają, i płaciły za to opłaty. W krajach Europy Zachodniej wydawnictwa podpisują po prostu umowy z uczelniami i bibliotekami na kopiowanie podręczników. U nas do tego jeszcze daleka droga. •

Sąd za ksero
W sierpniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu uniewinnił właściciela punktu ksero, w którym studenci kopiowali podręczniki. Marek F. został oskarżony o złamanie ustawy o prawie autorskim przez zwielokrotnianie i rozpowszechnianie cudzej własności bez zezwolenia. Sąd rejonowy skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Właściciel ksero odwołał się od tej decyzji. Sąd okręgowy uznał ostatecznie, że Marek F. wykonywał tylko usługi na zamówienie klientów, którzy kserowali podręczniki na swój własny użytek.

Autor artykułu: Mariola Szczyrba

Pięć lat więzienia dla pedofila

February 18th, 2005

LUBIN Jednej z ofiar groził nożem i straszył, że zabije
całą jej rodzinę

Za zgwałcenie jedenastolatki i skrzywdzenie innych dziewczynek Sąd Rejonowy w Lubinie skazał Dawida W. na pięć lat więzienia.
Dwa lata temu Dawid W. – bezrobotny dwudziestojednolatek z Lubina – zgwałcił 11-letnią dziewczynkę. Groził jej nożem. Straszył, że zabije całą jej rodzinę.
22 czerwca 2004 roku, grożąc jej i zatykając usta, wciągnął do piwnicy inną jedenastolatkę. Tam ją rozebrał. Dotykał narządów płciowych. Nie zgwałcił, bo przestraszył się, gdy ofiara zaczęła wzywać pomocy.
Poza gwałtem i usiłowaniem gwałtu, sąd potwierdził też dwa przypadki naruszenia nietykalności cielesnej. 8 czerwca 2004 r., próbując zgwałcić dwunastolatkę, Dawid W. pchnął ją na żywopłot, przytrzymywał za ramiona. Dziewczynka wzywała pomocy. Pedofil nie chciał ryzykować, uciekł.
18 czerwca zaatakował czternastolatkę. Złapał ją za szyję i kazał iść ze sobą. Gdy przewróciła się na ziemię, ciągnął w swoim kierunku. Próbował dusić. Spłoszył go jeden z mieszkańców, który usłyszał błagania o pomoc i interweniował.
Sąd wymierzył Dawidowi W. łączną karę 5 lat pozbawienia wolności i zaliczył na jej poczet okres od czerwca 2004 roku, od kiedy przestępca przebywa w areszcie.
Wyrok nie jest prawomocny.

Autor artykułu: (PEKA)

Medalierska sesja

February 18th, 2005

Wrocław Pierwszych wersji najstarszych odznaczeń polskich: Orderu Orła Białego i Virtuti Militari na pewno nie odpuszczą sobie wielbiciele sztuki medalierskiej, którzy zjadą dziś na sesję naukową.

Będzie ona poświęcona czterdziestoleciu istnienia Muzeum Sztuki Medalierskiej we Wrocławiu.
Czterdziesty rok działalności dla Muzeum Sztuki Medalierskiej to czas zmian. W grudniu 2004 muzeum zamknęło swoje wystawy i wyprowadziło się z kamienicy „Pod Złotym Słońcem” w Rynku. To początek przeprowadzki do nowej siedziby przy pl. Wolności, która ma być wyremontowana. Do tego czasu muzeum funkcjonować będzie nadal przy ul. Kiełbaśniczej 5.

Autor artykułu: (ANA)

Interes jeszcze się kręci

February 17th, 2005

Wrocławskim wydawcą Mein Kampf interesuje się prokuratura, a sprawie przyjrzy się także rząd Bawarii

Biblia nazizmu znajduje nabywców we Wrocławiu, choć nie wszystkie księgarnie przyjęły ją do sprzedaży. Większość czytelników wypowiada się jednak krytycznie o tym kontrowersyjnym wydawniczym pomyśle

Wydawnictwo XXL, które wypuściło na rynek “Mein Kampf” Adolfa Hitlera będzie się tłumaczyć przed prokuratorem, może mieć także problemy z rządem Bawarii.
- Po ukazaniu się polskiego wydania książki “Mein Kampf” budzi się we mnie naturalny odruch sprzeciwu wobec faszyzmu – stwierdza Leszek Karpina, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. – Jako prawnik muszę jednak ocenić, czy opublikowanie tej książki jest przestępstwem – uzupełnia.
Karpina zapowiada, że wrocławska prokuratura będzie musiała odpowiedzieć na pytanie: czy wydawca złamał prawo i czy handel książką oznacza publiczne propagowanie faszyzmu.
Przed kilkoma dniami wrocławskie Wydawnictwo XXL wypuściło na rynek księgarski “Mein Kampf”, sztandarowe dzieło Hitlera z komentarzem prof. Bogdana Michalskiego. Wydawca nie widzi niestosowności w pojawieniu się książki na polskim rynku. – To historyczny dokument – utrzymuje Marek Skierkowsk, właściciel oficyny. Książka cieszy się dużym wzięciem we wrocławskim Empiku. Kiedy przygotowywaliśmy naszą środową publikację, w sprzedaży było 14 egzemplarzy tej książki. Wszystkie rozeszły się w ciągu jednego dnia. – Spodziewamy się nowej dostawy – usłyszeliśmy wczoraj od sprzedawców.
Zdaniem prof. Karola Joncy z Katedry Doktryn Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego, książka została wydana z naruszeniem praw autorskich, należących do rządu Bawarii, który od 1946 r. jest spadkobiercą majątku Hitlera. Władze niemieckiego landu od zakończenia wojny konsekwentnie odmawiają udzielania zgody na wznawianie “Mein Kampf”, wychodząc z założenia, że egzemplarze dostępne w bibliotekach, w zupełności wystarczą do naukowych badań nad hitleryzmem.
Tego, że wydawcę czekają kłopoty, jest pewien Rainer Sachs, pełnomocnik do spraw kultury przy wrocławskim konsulacie Republiki Federalnej Niemiec: – Należy spodziewać się sprawy o konfiskatę – twierdzi. – To jest standardowe postępowanie rządu Bawarii w takich przypadkach. O to, żeby tamtejsze władze dowiedziały się o polskim wydaniu, zadbają przedstawiciele niemieckiego rządu w Polsce. Porozmawiam o tym z konsulem generalnym – obiecuje Sachs.
O tym, że takie działania mogą być dotkliwe, świadczy fakt zniszczenia części (większość została sprzedana zanim sprawą zainteresował się rząd Bawarii) nakładu szwedzkiego przekładu książki. Podobnie działo się w wielu innych krajach.
Prof. Jonca uważa, że są znacznie lepsze źródła do badania hitleryzmu. – Mein Kampf , to w istocie obskurna książka – kwituje krótko.
Wincenty Korsan z Księgarni Naukowej PWN przy ul. Kuźniczej zapewnia: – Ta książka na pewno do nas nie trafi.•
* A jakie jest Twoje zdanie na temat polskiego wydania Mein Kampf? Czekamy pod internetowym adresem www.wroclaw.naszemiasto.pl. Jutro też rozmowa z Marcinem Kornakiem, prezesem antyfaszystowskiego Stowarzyszenia Nigdy Więcej.

Schowane pod kasą
W centrum Legnicy bez problemu można kupić “Mein Kampf”. W księgarni Empiku dostali trzy egzemplarze i wszystkie trzy leżą… schowane za kasą, pod oknem. – Nie wystawiamy tej książki, to bełkot szaleńca – mówi sprzedawca, wyraźnie wrogo nastawiony do książki Adolfa Hitlera. – Jak ktoś zechce, to mu sprzedamy, ale zainteresowania nie widać.
W sąsiedniej księgarni Adriana, w Rynku, mieli trzy książki wodza III Rzeszy, sprzedali dwie. Jedna leży na półce z wydawnictwami społeczno-politycznymi. – Jest świetny wstęp prof. Michalskiego, który objaśnia wszystko – mówią sprzedawcy.
Nie tylko Hitler
Marek Skierkowski, właściciel Wydawnictwa XXL, nie zamierza ograniczać swojej działalności do “Mein Kampf”. Zapowiada wydanie “Czerwonej książeczki” Mao Tse Tunga i zbioru esejów Antona Szandora LaVeya, założyciela Kościoła Szatana, opatrzonych wstępem kontrowersyjnego rockmana Marilyna Mansona. Powołuje się na amerykańską oficynę Loompanics, która słynie ze sprzedaży tak skandalizujących książek, jak podręczniki skręcania jointów, konstruowania bomb, eutanazji, samobójstwa, kradzieży w supermarkecie. – Aż tak daleko się nie posunę – obiecuje, choć przyznaje, że działalność amerykańskiego wydawnictwa jest dla niego inspirująca.

Co sądzisz o polskim wydaniu Mein Kampf?
Mariola Hadryś, studentka IV r. biologii UWr.
- Nie umiem spojrzeć na tę książkę jak na historyczny dokument. Dla ludzi, którzy mają ciągoty nacjonalistyczne, może ona stać się przewodnikiem. W kraju, w którym Hitler zrobił tyle zła, nie powinno się jej wydawać.

Jacek Prokopski, filozof z Instytutu Nauk Humanistycznych Politechniki Wr.
- Przeczytałem “Mein Kampf” 15 lat temu. Mam w swojej osobistej bibliotece i oryginał, i tłumaczenie w języku polskim. To książka kontrowersyjna, ale w jej ukazaniu nie widzę niczego zdrożnego. Trzeba czytać wszystko, a korzystać z tego, co dobre i prawdziwe. W mojej ocenie ta książka jest antyludzka. Wolałbym, żeby nie było i tej książki, i złego czasu po niej.

- Marian Michaluk, emeryt
Jestem 63-latkiem. Młodzież mało wie o Hitlerze i nazizmie. Ta książka może uzmysłowić młodym ludziom jak niewinnie zaczął się faszyzm w Niemczech. Nie sądzę, żeby młode pokolenie Polaków można było zarazić ideologią nazizmu. Nasza młodzież w większości jest oczytana i mądra.

Autor artykułu: Magdalena Piekarska, Cezary Kaszewski

Protest średniozdolnych

February 17th, 2005

Nasila się protest uczniów popularnej w Jeleniej Górze „handlówki”, którzy są przeciwni przeniesieniu szkoły z centrum miasta na ulicę Leśną w Cieplicach. Rodzice z rady rodziców, również niechętni inicjatywie miejskich urzędników, przygotowali transparenty, które zawieszono na szkole. Nie wisiały jednak długo. Pracownicy szkoły dostali wyraźne polecenie
z urzędu miasta, aby transparenty zdjąć. „Handlówka”, to kolejna po „budowlance” szkoła, która protestuje. Według jednej z radnych do „handlówki” uczęszcza średniozdolna młodzież. Teraz nawet średniozdolni się buntują…

Autor artykułu: (MS)

Długie oczekiwanie na sprawiedliwość

February 17th, 2005

JELENIA GÓRA W jeleniogórskim sądzie brakuje sędziów do spraw karnych

W wydziale karnym sądu rejonowego pozostała tylko trójka sędziów. Rocznie wpływa tam około tysiąca spraw. Na ich rozstrzygnięcie trzeba będzie teraz czekać jeszcze dłużej

Do niedawna sędziów
w wydziale karnym sądu rejonowego było pięcioro.
– Doszło jednak do takiej sytuacji, że jeden z sędziów rezygnuje z wykonywania zawodu, a jedna z koleżanek jest na urlopie macierzyńskim – wyjaśnia sędzia Andrzej Wieja, rzecznik jeleniogórskiego sądu.
Z pracy odejdzie z końcem lutego były prezes sądu rejonowego Sławomir Papierzański. Już obecnie nie prowadzi żadnych rozpraw, gdyż przebywa na urlopie.
W wydziale pracuje więc teraz jeden sędzia i dwóch asesorów. W ubiegłym roku do tego wydziału trafiło ponad 950 spraw. W tym spodziewana jest podobna ilość.
Choć rozprawy często rozpoczynają się o godzinie 8 rano,
a kończą po południu, czas oczekiwania na orzeczenia może się wydłużyć.
Już teraz procesy w wydziale karnym ciągną się latami.
– Mój proces od czasu złożenia aktu oskarżenia trwa 22 miesiące. Nie wiem, kiedy zapadnie wyrok, pewnie za kolejnych kilka miesięcy. Średnio następne posiedzenia odbywają się co dwa miesiące, a w wakacje przerwa była
o miesiąc dłuższa – mówi Jarek z Jeleniej Góry.
Prawo nakazuje, by kolejne terminy rozpraw wyznaczano w ciągu 35 dni od daty poprzedniego posiedzenia,
w przeciwnym przypadku proces powinien rozpocząć się na nowo. Ustawodawca pozostawił jednak sędziom furtkę,
z której zwykle korzystają, gdy nie mogą wyznaczyć terminu wcześniej.
Zdarza się też, że terminy są odraczane nie z winy sądu.
Nieraz na rozprawę nie mogą stawić się świadkowie lub obrońcy.

Sędziowskie wakaty
Prezes sądu stara się poprawić sytuację kadrową w wydziale karnym sądu rejonowego. Jednak nie nastąpi
to szybko. Do obsadzenia jest jeden etat (sędzia na urlopie macierzyńskim, po jego za-
kończeniu w lipcu, wróci do
pracy), ale w okręgu nie
ma sędziego, który szukałby pracy.
– Staramy się więc przekształcić sędziowski etat w etat asesora. To wymaga decyzji Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeśli będzie pozytywna, do pracy przyjdzie asesor, który już czeka na zatrudnienie – wyjaśnia Andrzej Wieja.

Ministrowie swoje
W inny sposób sytuacji nie można poprawić, gdyż zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i Krajowa Ra-da Sądownictwa doszły do wniosku, że etatów sędziowskich w Polsce nie powinno przybywać. W ubiegłym roku
w całej Polsce przybyło ich jedynie kilkanaście.
Trudna sytuacja kadrowa jest również w jeleniogórskim sądzie grodzkim. Tam na 9 zatrudnionych sędziów przypada prawie 11 tysięcy spraw rocznie.
Nie zawsze są to przypadki proste, które można rozpatrzyć w ciągu jednego posiedzenia.

Autor artykułu: Rafał Święcki

Jurak wrócił do Górnika

February 16th, 2005

Zmiany we władzach II ligowca. Polar kolejnym rywalem polkowiczan

Od wczoraj drugoligowy Górnik Polkowice ma nowego kierownika sekcji. Został nim dobrze znany w tym mieście Mariusz Jurak, który w tym klubie pracował już kilka lat. Odszedł pół roku temu, po spadku z ekstraklasy.
- Od dyrektora Michała Lulka otrzymałem propozycję zostania kierownikiem sekcji ze sporym zakresem obowiązków. Nie zastanawiałem się długo, bo Górnik zawsze był i będzie bliski mojemu sercu. Odpowiadam za całą strukturę szkolenia młodzieżowego, pierwszy zespół, kontakty z mediami – wyjaśnia Mariusz Jurak.
Jutro piłkarze Górnika, przebywający na obozie w Dzieżoniowie, zagrają towarzysko z Polarem (godz. 11). – Mamy sporo zajęć na sztucznej trawie. Trenuje już z nami Tomek Moskal, czekamy kiedy dołączy Irek Adamski. Pogoda nie jest za ciekawa. Robimy wszystko, by uciec od grypy, bo teraz łatwo można się zaziębić – zaznacza II trener Andrzej Słowakiewicz.
Sztab szkoleniowy Górnika wciąż nie podjął decyzji, czy od wiosny w barwach II ligowca grać będą bramkarz Łukasz Radliński i pomocnik Mariusz Malinowski.
Nowymi graczami raczej na pewno będą: Kamil Witkowski, Pavel Kovac, Marcin Szałęga, Bartosz Partyka, Jacek Manuszewski i Rafał Huebscher. Silniejszy Górnik powinien spokojnie utrzymać się w szeregach II ligi.

Autor artykułu: (im)